Za każdym wielkim piłkarzem stoi… wyjątkowa matka? Niekoniecznie! W przypadku Neymara da Silvy Santosa Júniora – znanego światu po prostu jako Neymar – to jego ojciec, Neymar Santos Sr, odegrał kluczową rolę w rozwoju i karierze syna. Choć sam był piłkarzem (ale bez międzynarodowej sławy), to jednak w biznesowym kieracie futbolowego świata przeszedł drogę godną stratega z tysiącem patentów na sukces. A może po prostu miał niezłe wyczucie i nieco szczęścia. W końcu nie każdy potrafi zorganizować transfer za kilkaset milionów euro tak, by wszyscy mieli szerokie uśmiechy – i niekoniecznie tylko za sprawą brzęczących monet.
Neymar Santos Sr – tata z wizją (i kalkulatorem)
Choć nazwisko Neymar Santos Sr nie pojawia się na pierwszych stronach gazet tak często jak jego syna, to za kulisami to właśnie on trzymał stery kariery młodego Neymara niczym doświadczony kapitan na wzburzonym morzu brazylijskiego futbolu. Od wczesnych lat Neymar Jr był niczym mały cenny diament – błyszczał talentem i szybkością, ale to ojciec zadbał o szlifowanie tego potencjału.
Nie chodzi tu tylko o motywację i dowożenie na treningi. Santos Sr wiedział, że aby Ney głośno zabłysnął na scenie międzynarodowej, potrzeba czegoś więcej niż tylko umiejętności. Potrzeba… dobrego zarządzania marką. A Neymar Jr od najmłodszych lat stał się marką eksportową z potencjałem na skalę światową.
Transfery, kontrakty i lekcje negocjacji
Neymar Sr to nie tylko ojciec – to negocjator, menadżer, doradca prawny i czasem nawet PR-owiec w jednym. Jego największym dziełem sztuki była bez wątpienia przeprowadzka Neymara z Santos FC do Barcelony, a następnie ten słynny (i kontrowersyjny) transfer do PSG za niebotyczne 222 miliony euro. Kogoś tu powinien za to wpisać do Księgi Rekordów Guinnessa. Albo przynajmniej zaprosić na kurs z negocjacji.
Chociaż na transferze do PSG zawrzały nie tylko piłkarskie media, ale i sądy (różne nieścisłości dotyczące prowizji czy rejestracji zawodnika na czas), to nie można odebrać Neymarowi Sr jednego: umiejętności przepychania dealów, przy których James Bond wygląda jak student ekonomii. Pieniądze leją się strumieniami, marketing hula jak tornado, a Neymar… robi to, co lubi najbardziej – gra w piłkę i kręci reklamy butów.
Ojciec, mentor, a czasem… paparazzo własnego dziecka
Dla wielu ojców sukcesy dzieci to powód do dumy. Ale dla Neymar Santosa Sr sukcesy jego syna to także… biznes. I chociaż można się zastanawiać, gdzie kończy się granica między relacją rodzinną a zawodową, to para Neymar i Neymar Sr w futbolu działa jak dobrze skomponowany duet – trochę jak Batman i Alfred, tylko z większymi pensjami i mniejszą ilością lateksu.
Nie brakuje jednak kontrowersji. Krytycy zarzucają Neymarowi Sr nadmierne ingerowanie w karierę syna, a także wpływanie na działania klubów i trenerów. Ale z drugiej strony, kto ma zadbać o interesy Neymara lepiej niż własny ojciec? Może i czasem wkracza zbyt agresywnie w świat dorosłych decyzji piłkarzy, ale jego intencje wydają się jasne – syn ma grać tam, gdzie mu dobrze, gdzie płacą jeszcze lepiej, i gdzie branding gra w jednej drużynie z boiskiem.
Życie bez grania, ale na boisku sukcesu
Choć Neymar Santos Sr sam był piłkarzem, to nigdy nie zapisał się w historii futbolu jako gwiazda. Ale możliwe, że od początku wiedział, iż jego największym osiągnięciem nie będzie własna kariera, lecz stworzenie idealnych warunków dla innej – tej błyskotliwej, dynamicznej i bardzo medialnej.
Dziś Neymar Sr to nie tylko tata piłkarza, ale pełnoprawny gracz w światowej lidze sportowego biznesu. Można się z nim nie zgadzać, można kręcić nosem na kontrowersje wokół transferów, ale jedno trzeba mu oddać – zna się na rzeczy. A jego umiejętność operowania między szatnią, gabinetem dyrektora ds. marketingu i sądem arbitrażowym czyni go postacią wartą uwagi.
W historii wielkich sportowców często pojawia się postać rodzica – mistrza cienia, który z tyłu, przy kawie (albo energetyku), ciągnie za sznurki. Neymar Santos Sr idealnie wpisuje się w ten schemat, ale jednocześnie wykracza poza niego. To ojciec, który zbudował piłkarskie imperium (i parę willi przy okazji), a przy tym – co najważniejsze – zrobił to z myślą o synu, nie zapominając przy tym o własnych ambicjach. Czy to dobrze, czy źle? Oceńcie sami. Ale jedno jest pewne – bez ojca Neymar nie byłby dziś tym Neymarem, którego zna cały świat. I to nie tylko ze względu na fryzury.
Zobacz też: https://meskiblog.pl/neymar-santos-sr-ojciec-i-mentor-slynnego-pilkarza-neymara/