Adam Szejnfeld – człowiek-legenda polskiej sceny politycznej, który swoją obecnością w Sejmie potrafi przebić najdłuższy serial telewizyjny. Ale co tak naprawdę wiemy o jego życiu prywatnym, rodzinie i dzieciach? Choć na co dzień kojarzy się go z garniturem, salą sejmową i porządkiem dnia, to też tylko człowiek – z całkiem zwyczajnymi, codziennymi sprawami, których kamera nie pokazuje. Zajrzyjmy więc za kulisy!
Od Pilska po Brukselę – historia z rodzinnych stron
Urodzony w Piłce, niewielkiej miejscowości, która nie spodziewała się wychować jednego z najbardziej rozpoznawalnych polityków Platformy Obywatelskiej, Adam Szejnfeld nie zapomniał o swoich korzeniach. Wciąż z sentymentem wspomina dom rodzinny, atmosferę małego miasteczka i charakterystyczny zapach domowego rosołu niedzielnego. To właśnie tam kształtowały się jego wartości – poszanowanie dla pracy, rodziny i niekończącego się dialogu, który potem zamienił się w polityczne przemowy.
Żona – pierwsza dama domowego kompromisu
Choć w polityce kłótnie są na porządku dziennym, Adam Szejnfeld w życiu prywatnym ucieka od sporów. Jego żona, z którą tworzy duet od lat, to nie tylko partnerka, ale także ostoja spokoju i humoru, który równoważy intensywne polityczne tempo. Nie zabiera głosu w mediach, nie gości w programach śniadaniowych, ale jej rola w życiu polityka z Piły jest nie do przecenienia. To ona od lat zarządza domową koalicją w sposób mistrzowski, dbając, by polityczne burze nie przedzierały się przez próg ich mieszkania.
Czy dzieci polityków mówią mamo, chcę iść do senatu?
Ciekawym aspektem wątków rodzinnych Adama Szejnfelda są jego dzieci – a dokładnie córka, która, jak przystało na potomstwo polityczne, odziedziczyła zmysł społeczny i edukacyjny zapał. Jednak zamiast do Sejmu, obrała ścieżkę naukową, pokazując, że można nosić znane nazwisko, ale iść własną drogą. Jak przyznał sam Szejnfeld w jednym z wywiadów, dumą rozpiera go nie działalność polityczna, lecz osiągnięcia córki, która jego zdaniem jest najlepszym ustawodawcą domowych zasad od czasów Konstytucji 3 Maja.
Codzienność – polityka polityką, ale pranie samo się nie zrobi
Nie da się ukryć, że życie posła to intensywne spotkania, debaty i podróże. Jednak Adam Szejnfeld nie jest oderwany od codziennych obowiązków. Gdy wraca do domu, chętnie zdejmuje krawat i zakłada fartuch – gotowanie to dla niego forma relaksu i, jak sam mówi, najbardziej demokratyczna forma tworzenia dobra wspólnego. Szczególnie w weekendy uwielbia przygotować rodzinne obiady, podczas których omawiane są nie projekty ustaw, lecz plany na wakacje i pytania typu czy kupić nową lodówkę, bo stara znowu robi hałas jak posiedzenie komisji.
Jak Szejnfeld radzi sobie z popularnością?
Rozpoznawalność to chleb powszedni dla znanych polityków, ale Adam Szejnfeld życie prywatne, rodzina i dzieci zawsze traktował jako przestrzeń wolną od kamer. Dla niego popularność nie oznacza show, lecz odpowiedzialność. Dlatego rzadko dzieli się w social mediach szczegółami rodzinnego życia, a jeśli już, robi to z humorem i dystansem. Kiedy podczas jednego z wywiadów zapytano go, czy jego wnuki planują kiedyś kandydować do parlamentu, odpowiedział z przymrużeniem oka: Na razie walczą o władzę nad pilotem od telewizora. To dobry początek!
Adam Szejnfeld życie prywatne, rodzina i dzieci traktuje z należnym szacunkiem, ale i uśmiechem. Jako polityk twardo stąpa po ziemi, ale jako ojciec i mąż, potrafi zniknąć z radarów opinii publicznej i skupić się na tym, co naprawdę ważne. Może i mówi o Unii Europejskiej z pasją, ale o ulubionej zupie dyniowej mówi z jeszcze większym uczuciem. Ot, człowiek orkiestra – tylko zamiast batuty trzyma w ręku zarówno mikrofon w Sejmie, jak i drewnianą łyżkę w kuchni.